Stara tablica z korkami topikowymi nie jest sama w sobie awarią i nie trzeba jej wymieniać w panice. Problem polega na czym innym: korki chronią przewody przed przeciążeniem, ale nie chronią człowieka przed porażeniem. Od tego jest wyłącznik różnicowoprądowy, którego w takich tablicach zwykle nie ma. To jedno zdanie wystarczy, żeby zrozumieć, dlaczego wymiana rozdzielnicy jest tak często pierwszą rzeczą, jaką proponuję w starszym mieszkaniu.
Co masz w tablicy: trzy pokolenia zabezpieczeń
Wystarczy otworzyć drzwiczki i popatrzeć, nic nie trzeba rozkręcać.
| Co widać | Co to jest | Co chroni |
|---|---|---|
| Porcelanowe albo bakelitowe „kubeczki“ wkręcane jak żarówka | korki topikowe (bezpieczniki topikowe) | przewody przed przeciążeniem i zwarciem |
| Wąskie moduły z małą dźwigienką, opis typu B16 albo C16 | wyłączniki nadprądowe | to samo, ale bez wymiany wkładki po zadziałaniu |
| Szerszy moduł z przyciskiem oznaczonym TEST albo T | wyłącznik różnicowoprądowy (różnicówka) | człowieka przed porażeniem |
Jeśli w tablicy są tylko pozycje z pierwszego wiersza, instalacja pochodzi zwykle sprzed lat 90. Jeśli są nadprądowe, ale nie ma nic z przyciskiem TEST, masz zabezpieczone przewody i niezabezpieczonych domowników. To najczęstszy układ, jaki zastaję w łódzkich kamienicach i w blokach z wielkiej płyty, także w Zgierzu i Pabianicach.
Dlaczego sam korek to za mało
Korek topikowy zadziała, gdy prąd w obwodzie przekroczy wartość, na jaką jest dobrany, albo gdy nastąpi zwarcie. Nie zareaguje natomiast na sytuację, w której prąd popłynie inną drogą niż powinien: przez zawilgoconą pralkę, przez uszkodzoną izolację albo przez człowieka trzymającego uszkodzone urządzenie. Z punktu widzenia korka nic złego się nie dzieje, bo natężenie w obwodzie mieści się w normie.
Różnicówka pilnuje czegoś innego: porównuje prąd wpływający do obwodu z wypływającym. Gdy pojawia się różnica, odcina zasilanie w kilkadziesiąt milisekund. To jedyny element instalacji, który chroni Ciebie, a nie przewody, i dlatego jego brak jest ważniejszy niż wiek samej skrzynki.
Druga sprawa to wymiana wkładek. Przepalony korek trzeba wymienić na nowy, a że wkładki bywają pod ręką w różnych wartościach, kończy się to czasem wkręceniem „mocniejszej, żeby nie wybijało“. W ten sposób zabezpieczenie przestaje pasować do przekroju przewodu w ścianie i traci sens.
Kiedy wymiana rozdzielnicy naprawdę ma sens
Nie każda stara tablica wymaga natychmiastowej wymiany. Zbieram to zwykle w pięć sytuacji, w których mówię klientowi wprost, że warto:
- Nie ma żadnej różnicówki. To najmocniejszy argument, niezależnie od stanu reszty instalacji.
- Brakuje miejsca na nowe obwody. Dokładasz płytę indukcyjną, klimatyzację albo ładowarkę do samochodu, a w skrzynce nie ma gdzie tego wpiąć.
- Widać ślady przegrzania: przebarwienia, nadtopiony plastik, zapach przy zaciskach.
- Obwodów jest za mało. Całe mieszkanie na dwóch bezpiecznikach oznacza, że każde zadziałanie gasi pół domu, a znalezienie usterki trwa dłużej.
- Nikt nie wie, co za co odpowiada. Nieopisana tablica to strata czasu przy każdej awarii, także mojego.
W takich przypadkach wymiana tablicy na modułową rozdzielnicę jest zwykle najtańszym sensownym krokiem, jaki można zrobić dla bezpieczeństwa w starym mieszkaniu.
Kiedy sama rozdzielnica to za mało
I teraz rzecz, o której wolę mówić od razu, a nie po fakcie: nowa rozdzielnica nie naprawia starej instalacji. Jeśli w ścianach jest aluminium albo przewody nie mają żyły ochronnej, sama wymiana skrzynki poprawia sytuację tylko częściowo. Różnicówka zadziała i to już jest realny zysk, ale gniazdka bez uziemienia nadal pozostaną gniazdkami bez uziemienia.
Dlatego zanim cokolwiek wymienię, sprawdzam, z czym mam do czynienia: jaki materiał przewodów, czy jest żyła ochronna, w jakim stanie jest izolacja. Czasem wychodzi z tego etapowy plan: najpierw rozdzielnica i obwody najbardziej obciążone, później reszta. Rozpisałem sygnały, po których poznaje się instalację do wymiany, w osobnym wpisie: kiedy wymienić instalację elektryczną.
Stan izolacji i skuteczność zabezpieczeń da się też po prostu zmierzyć, zamiast zgadywać. Robię to przy okazji pomiarów elektrycznych, a wynik zwykle rozstrzyga dyskusję o tym, czy wystarczy rozdzielnica, czy trzeba planować więcej.
Jak wygląda wymiana
Sama wymiana to zwykle kilka godzin, nie cały dzień. Prąd musi być na ten czas wyłączony, więc umawiam to tak, żeby przerwa wypadła w rozsądnej porze. Starą tablicę demontuję, montuję nową obudowę, przenoszę obwody pojedynczo i przy okazji sprawdzam stan przewodów w miejscu podłączenia, bo to najlepszy moment, żeby zobaczyć, w jakim stanie jest instalacja od środka.
Nowa rozdzielnica dostaje różnicówkę albo kilka, wyłączniki nadprądowe dobrane do przekroju przewodów, sensowny podział na obwody i opisy, po których widać, co za co odpowiada. Zostawiam też wolne miejsce, zwykle jedną czwartą do jednej trzeciej modułów, żeby dołożenie obwodu za dwa lata nie oznaczało wymiany całości od nowa.
Nie wiesz, co masz w tablicy? Zrób zdjęcie
Najprostszy sposób, żeby zacząć rozmowę: otwórz drzwiczki, zrób zdjęcie i zadzwoń. Po zdjęciu zwykle od razu widzę, jakie to pokolenie zabezpieczeń, czy jest różnicówka i czy zostało miejsce na nowe obwody. Powiem uczciwie, czy to sprawa pilna, czy spokojnie może poczekać, i czy wymiana samej rozdzielnicy w Twoim przypadku wystarczy.